Muffinki kojarzą mi się z długimi sobotnimi porankami, pomiętą pościelą i śniadaniem w łóżku. Są mięciutkie jak poduszeczka i pachnące jak włosy ukochanej osoby. Pokryte słodkim rumieńcem przebudzenia. A ich smak? Senne marzenie...
Składniki:
Na ciasto:
125 g masła,
1 szklanka mleka,
1 jajko,
2 szklanki mąki pszennej,
3/4 szklanki cukru,
2 łyżeczki cukru waniliowego,
szczypta soli,
2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia.
Dodatki:
1/2 tabliczki czekolady (ja dałam pół na pół - białą i gorzką),
kilka śliwek,
3 łyżeczki kakao.
Wykonanie:
Masło rozpuszczamy w rondelku, po czym dodajemy do niego 1 szklankę mleka i rozkłócone jajko. Dodatki (czekoladę, śliwki, itp.) kroimy w kosteczkę. Specjalną muffinkową foremkę smarujemy masłem.
Wszystkie suche składniki (mąkę, oba cukry, proszek i sól) mieszamy ze sobą w dużej misce. W mieszance robimy spory dołek i wlewamy do niego "mokre" składniki oraz dodatki.
Ja chciałam wypróbować różne warianty, dlatego podzieliłam ciasto na 3 części i do jenej dodałam czekoladę, do drugiej - śliwki, a do trzeciej kakao i troszkę czekolady.
Mieszamy krótko łyżką, tylko do względnego połączenia się składników. Ciasto ma być grudkowate! Pod żadnym pozorem nie wolno używać miksera i w ogóle nie mieszać zbyt długo i dokładnie, gdyż muffinki wyjdą twarde.
Nabieramy ciasto łyżką i nakładamy do foremek do około 3/4 wysokości. Pieczemy 15-20 minut w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni, aż ciastka ładnie się zarumienią. Sprawdzamy czy są dobre wbijając w nie patyczek - jeśli jest suchy, to wyciągamy muffinki. Po lekkim wystudzeniu wyjmujemy z foremek i przekładamy na kratkę, aby wystygły do końca.
